Vilamoura Pinhal Polecane
R. da Torre d'Água, Vilamoura, 8125-467 Vilamoura, Algarve, PortugalJedno z ładniejszych pól, które ma do zaoferowania Vilamoura. Nie jest przesadnie trudne, choć dołki bywają długie. Ma charakter leśno-parkowy, a jego najbardziej charakterystyczny element, to rosnące tu sosny pinie o parasolowatym pokroju. Pięknie wyglądają, ale też potrafią zirytować pechowego golfistę, ponieważ ich gęste korony czasem potrafią uwięzić piłkę na zawsze (a przynajmniej do najbliższej wichury).
Wszędzie tu jest blisko: driving range umiejscowiony tuż przed tarasem domku klubowego, a do pierwszego tee też dosłownie kilka kroków. Będziecie wracać na to pole z pewnością.
Dołki
-
Zaczynamy od prosto biegnącego dołka PAR 5, który nie jest szczególnie trudny, więc na rozgrzewkę nadaje się znakomicie. Na starcie budka startera, z której możecie pobrać kartę wyników. Jeśli gracie rano, to pierwszy strzał będzie niestety pod słońce.
Po prawej ręce mijamy teren Hotelu 4Seasons. Pod koniec fairway nieco się obniża, ale green znów położony jest nieco wyżej, trzeba więc dobrze wyliczyć dystans i dobrać kij. Wydaje się, że z tyłu za greenem jest przyjemne, bezpieczne zbocze, zamykające perspektywę, ale nie widać dwóch trawiastych zagłębień, które wyłapią piłki zagrane centralnie, choć zbyt daleko. Green jest jednak nachylony ku fairwayowi, co podnosi komfort ataku.
Do drugiego dołka przechodzimy furtką przez lokalną uliczkę.
-
I już robi się ciekawiej. Do gry wchodzą sosny ze swoimi gęstymi koronami. Naprawdę warto ich unikać. Niejedna piłka ugrzęzła w tych malowniczych koronach.
Dołek skręca lekko w prawo. Pierwszym uderzeniem trzeba mierzyć na zakręt, ale ominąć drzewa, które od prawej strony przysłaniają kierunek gry. Lekki fade byłby idealny. Nic jednak nie uchroni nas przed trudną decyzją, jak zaplanować drugi strzał. Na środku stoi samotna sosna, zasłaniająca flagę, około 65 metrów od początku greenu. Trzeba też pamiętać o dwóch bunkrach po lewej i prawej stronie greenu, między które musimy trafić, jak do bramki.
-
Kolejne tee znajduje się tuż obok po prawej stronie. Panowie (z żółtych tee) powinni pierwsze uderzenie kierować nieco na lewą stronę fairwaya, aby uniknąć problemów z kilkoma drzewami, które od prawej strony wychodzą nieco na fairway, zawężając optymalny kierunek gry. Panie za to mają swoje czerwone tee ulokowane po lewej stronie, co daje nieco czystszą linię prostej gry pierwszym uderzeniem.
Przed samym greenem po prawej czeka bunkier. Sam green jest nachylony z lewej do prawej. Na lewo od greenu umiejscowiono jeszcze dodatkowo trawiaste niecki, z których wymagany będzie bardzo delikatny chip na pochylony green.
Na prawo od greenu przejście przez kolejną furtkę. Mijamy domki o fantazyjnych kształtach i wchodzimy do kolejnej części pola.
-
Bardzo oryginalny i malowniczy dołek. Po raz pierwszy musimy się zmierzyć z wodą. Zacznijmy z tee bezpiecznie, krótszym kijem. Teren opada nieco w dół, więc musimy to wziąć pod uwagę w kalkulacjach. Kluczowe zadanie to zagrać prosto na fairway, wcale nie za daleko, ale optymalnym miejscem jest luka, która otworzy się po tym zagraniu między sosnami z lewej i z prawej. Z tee tego nie widać, ale dołek odrobinę skręca ku lewej. Piłka dokręcająca z prawej do lewej będzie więc najlepszym możliwym zagraniem z tee.
Jeśli nie utrzymamy kierunku i spadniemy z fairwaya, to znajdziemy się niechybnie pod drzewami. Wówczas nici z atakowania greenu drugim uderzeniem. Grając na bogeya (po przygodach z tee shotem lub z założenia) warto wiedzieć, że bezpiecznym miejscem lądowania drugiego strzału jest obniżenie terenu po lewej stronie – jeszcze przed bunkrami.
Woda z prawej strony ma znaczenie przy drugim uderzeniu, ale, jeśli zachowamy spokojną głowę, to nie powinna nam w ogóle przeszkodzić w pomyślnym rozegraniu tego dołka. Co najwyżej zagramy ponad lewą krawędzią jeziora.
Wystrzegajmy się natomiast zagrania za daleko w lewo. Bunkry nie są wcale najgorszą opcją, ale piłka, która wyląduje na lewo o nich, niechybnie stoczy się jeszcze niżej i nawet może skończyć w krzakach za ścieżką. Wyjście stamtąd – lobem nad bunkrami – jeśli w ogóle piłka się znalazła, okaże się trudnym testem.
Relatywnie najmniej karany błąd, to zagranie za długo lub nieco w prawo za green. Sporo trawiastego marginesu pozwoli jeszcze uratować wynik.
-
Podchodzimy nieco pod górę, by rozegrać kolejny dołek: nominalnie najprostszy na polu. Panowie muszą jednak pokonać spory dystans (zwykle nie mniej niż 160 m z żółtych tee), więc trzeba się wysilić, tym bardziej, że trzy bunkry okalają green. Przed rokiem 2002 ten dołek był krótszy, więc niewykluczone, że stroke index 18 jest nieco mylący i pochodzi jeszcze z tamtych czasów.
Woda z prawej nie powinna nas zbytnio peszyć: czyha wyłącznie na te strzały, które całkiem zboczyły z optymalnej trajektorii. Generalnie na tym dołku warto trzymać linię prostą. Za krótko i za długo – to nie kłopot, jeśli utrzymaliśmy linię flagi.
Zagranie zbyt krótkie nie jest dużym problemem, bo z polanki przed greenem można z powodzeniem myśleć nawet o ratowaniu PAR. Jeśli ktoś z kolei ma fantazję i huknie z tee nieco za daleko, to również nie ma tragedii: lekko pofałdowany trawnik z tyłu greenu pozwala bezboleśnie wrócić pod flagę.
Po lewej sporo kory, z której grać będzie trudno. Zatem – zgodnie z klasycznym powiedzeniem – grajmy tu wyłącznie na zielone. Do następnego dołka idziemy w lewo przez kolejną furtkę, przechodząc znów przez tradycyjną portugalską, brukowaną uliczkę.
-
Będzie wąsko i daleko. Stając na tee dalibyśmy głowę, że to PAR 5, ale tak nie jest. Przez swoją długość i wąski fairway między drzewami dołek ten jest wyceniony jako najtrudniejszy na pierwszej dziewiątce. Nie ma tu wielkiej filozofii oprócz konieczności unikania ściany lasu z obu stron. Dołek lekko skręca w lewo, a greenu broni tylko jeden mały bunkier z przodu po prawej i drugi całkiem po lewej.
Klasyczny tutejszy dołek, wzdłuż którego (po lewej ręce) ciągną się wille z basenami. Podobnie będzie na następnym dołku.
-
Tym razem dla odmiany teren zakręca w prawo. Dołek będzie odrobinę krótszy, a fairway nieco szerszy, wybaczający więcej niż poprzedni.
Z czerwonych tee, umieszczonych po lewej stronie, widać od razu cały fairway. Panowie (z żółtych tee) muszą grać najpierw na lewą stronę, aby minąć drzewa stojące po prawej. Za wszelką cenę musimy uzyskać czystą linię drugiego uderzenia, a tę gwarantuje raczej lewa strona fairwaya po pierwszym strzale. Uderzający dalej mogą nadawać piłce trajektorię z lewej do prawej, jeśli są pewni swojego zasięgu.
Przed greenem są dwa bunkry: ten pierwszy, po prawej, nieco bliżej zagrywającego, zaczyna się ok. 30 m od przedniej granicy greenu. Drugi, lewy, o fantazyjnym kształcie, ulokowano już przy samym greenie. Z tyłu za dołkiem jest trochę bezpiecznego miejsca w razie zbyt dalekiego uderzenia.
Przed nami bar i toaleta, za którymi schodzimy ścieżką w dół przez jeszcze jedną furtkę.
-
Oryginalny dołek, na którym trzeba precyzyjnie oszacować dystans do flagi, bo wzrok może płatać figle. Teren bowiem najpierw opada w dół, a następnie podnosi się – green ulokowano na nieznacznym podwyższeniu. Takie ukształtowanie terenu może powodować mylne odczucia co do odległości.

Green rozciągnięty skośnie i pochylony nieco ku lewej oraz ku zagrywającemu. Woda przed greenem i jeden bunkier po lewej zmuszają do zagrania raczej dalej. Oryginalny projekt przewidywał jeszcze trzy okrągłe bunkry po prawej stronie od greenu, ale dziś są tam tylko trawiaste niecki. Nic strasznego, ale mogą utrudnić precyzyjne wybicie piłki pod flagę, szczególnie że stamtąd zagrywać będziemy w stronę wody i dodatkowo na pochylony ku niej green.
Na wprost przez górkę przechodzimy na kolejne tee.
-
Jeśli do tej pory nie zauważyliście jeszcze żadnego dudka, to pora zwrócić baczną uwagę na otaczającą nas naturę. Dołek 9 jest przez dudki uwielbiany, więc spora szansa, że tu właśnie zaobserwujecie te urokliwe ptaki.
Niechaj nie zmyli nas początkowo obniżający się teren. Zaraz potem fairway podnosi się i aż do samego greenu idziemy już pod górę. Tradycyjnie kształt i kierunek uderzenia muszą uwzględniać drzewa. Optymalnie będzie grać w uliczkę między pierwszą dużą sosną po prawej, a kolejną, dalszą, stojącą po lewej. Wtedy celujemy na lewo od dużego bunkra, co jest idealnym kierunkiem gry.
Pierwszą dziewiątkę kończymy na wysokości driving range. Po prawej przy greenie treningowym toaleta.
-
Drugą dziewiątkę rozpoczynamy uderzeniem pod górę, na ślepo. Powinniśmy trafić na przełączkę, a przy dobrym uderzeniu piłka przetoczy się jeszcze do przodu nawet kilkadziesiąt metrów, bowiem fairway za przełamaniem opada w stronę greenu i skręca lekko w prawo (czego z tee nie widać, ale zaufajcie).
Jeśli pierwsze uderzenie nam wyszło, to mamy sporą szansę, by drugi strzał był zaledwie kilkudziesięciometrowy i wymagał jedynie wedge’a. Dołek jest krótki, ale jego trudność przejawia się w wyjątkowo wąskim greenie, położonym dodatkowo na garbie. Test precyzji krótkiej gry gwarantowany. Odchylenie kierunku w lewo lub w prawo niechybnie zakończy się wizytą w jednym z dwóch bocznych bunkrów.
Zbiegamy w dół na kolejne tee.
-
Klasyczny dog-leg, skręcający w prawo jakieś 90-100 metrów przed greenem. Optymalnym zagraniem jest więc strzał na ten zakręt, bliżej prawej strony fairwaya. Jeśli zagramy zbyt krótko lub bliżej lewej strony, to drzewa po lewej mogą całkowicie zasłonić linię gry na green.
Jeśli z kolei piłka poszybuje za daleko w prawo, między drzewa, to nie przejmujmy się białymi palikami. One wyznaczają wewnętrzny aut, ale wyłącznie od drugiej strony, gdy grać będziemy dołek 17. Teraz ewentualna wizyta na siedemnastym fairwayu ujdzie nam na sucho.
Na greenie jest charakterystyczny próg poprzeczny oddzielający dwie platformy: bliższa – niżej, dalsza – wyżej. Warto więc dobrze przyjrzeć się, czy flaga stoi z przodu czy z tyłu, zanim zagramy.
Za greenem w lewo przechodzimy krótkim spacerkiem – już tradycyjnie – przez furtkę do następnego dołka.
-
Przed nami proste uderzenie, tak aby idealnie wpasować się między lewy i prawy bunkier. Green jest wąski, ale długi. Test gry po linii prostej, bo dystans nie jest tu problemem. Rzadko będą się tu trafiać zbyt długie uderzenia, ale na wszelki wypadek warto wiedzieć, że za greenem teren opada w dół do strumyka. Niechaj nikomu się ta wiedza nie przyda w praktyce.
Kilkadziesiąt kroków pod górę w lewo przechodzimy do następnego tee.
-
Łatwo właśnie było, a teraz najtrudniejszy dołek na polu: długi (ponad pół kilometra) i jeszcze dodatkowo od drugiego uderzenia ciągnący się wyraźnie pod górę. Po dwóch dobrych uderzeniach powinniśmy już znaleźć się za największym progiem i zobaczyć wreszcie green na własne oczy, bo dotychczas graliśmy w ciemno. Na szczęście fairway biegnie prosto, więc nie ma wcześniej żadnych kierunkowych niespodzianek.
Na 200 metrów przed greenem flagi jeszcze nie widać. Jeśli więc zagraliśmy krótsze uderzenia i nadal jesteśmy na zboczu, to warto będzie podejść bez piłki na górę, by zorientować się, gdzie dokładnie kierować strzał w kierunku greenu. Musimy wpasować się dokładnie między dwa bunkry.
Następne tee jest zaraz po prawej, ale możemy też podejść kilka kroków do przodu, gdzie czeka bar i toaleta.
-

Bardzo przyjemny dołek: krótki (niewiele ponad 100 metrów) i wszystko widać z tee. Nie ma żadnych ukrytych niespodzianek. Są za to doskonale widoczne przeszkody: np. bunkier pod drzewem, które broni łatwego wejścia. Sosna po prawej jest nieco bliżej nas, a ta po lewej – dalej, już na wysokości greenu. Zagrać wysokim lobem i nie wpaść w korony tych dwóch kluczowych drzew – oto zadanie do wykonania. Jeśli się uda – można spokojnie walczyć o birdie.
-
Krótki, ale niebanalny dołek. Pierwszym zadaniem jest zrzucić piłkę z tee na lewą stronę fairwaya. Driver nie będzie potrzebny. Wyraźny uskok fairwaya w jego lewej części pomoże piłce stoczyć się jeszcze dalej i zyskać kolejne kilkanaście metrów. Dalej nie ma co grać, bo w dole przechodzi w poprzek strumień, od którego trzeba zatrzymać się w bezpiecznej odległości. Zostanie nam wówczas około stu metrów do greenu.

Przy drugim uderzeniu trzeba umiejętnie dać sobie radę z sosną po prawej stronie, która potrafi skutecznie zasłonić prawą część greenu. Dlatego właśnie z tee warto było grać nieco bardziej lewą flanką. Jeśli zagramy nieco na prawo od greenu, nic wielkiego się nie stanie. Jest tam bezpieczniej niż po lewej.
Ciekawostka: jeśli strzał z tee niechcący uciekł nam daleko w lewo, poza szpaler drzew, to możemy się stamtąd ratować. Ciągnie się tam bowiem stary, nieużywany fairway. Łatwo jednak nie będzie, bo trawa nie jest tam aż tak idealnie pielęgnowana.
Przez mostek na lewo przechodzimy do szesnastego już dołka.
-
Tym razem żadnych kombinacji. Przed nami lotnisko. Wystarczy zagrać nieco na prawo od fairwayowych bunkrów, umieszczonych jeden za drugim. Można też tak kombinować z doborem kija i uderzenia, by do nich nie dobić. A drugi strzał musi po prostu wejść pomiędzy dwa bunkry, strzegące wejścia na green. Jedyna malutka niespodzianka to drzewko po prawej stronie, 25 metrów przed greenem. Poza tym – nic szczególnie trudnego.
Przechodzimy w prawo przez ostatnią już furtkę.
-
Sosny na prawo od zakrętu na pewno wywiną nam jakiś numer. Ale próbujmy tego uniknąć. Najbezpieczniejsza opcja, to uderzenie proste, w linii boku platformy tee, aż na zakręt fairwaya. Idealnie jest wysunąć się poza wszystkie drzewa, które strzegą zakrętu.
Uwaga: jeśli wyjście z tee okazało się nieudane lub zbyt krótkie, to pamiętajmy, by nadal grać bezpiecznie. Nieprzemyślana próba ścinania zakrętu może skończyć się źle, bo tu właśnie mamy po prawej ręce wewnętrzny aut.
Drugie uderzenie jest kluczowe. Musimy przerzucić piłkę bezpiecznie – unikając jakiegokolwiek kontaktu z drzewami – na wyższą część fairwaya za zakrętem. Jeśli to się uda, wówczas atak na green będzie formalnością. Szczególnie, że z przodu nie ma żadnego bunkra. Odrobinę za krótkie zagranie niczym nie grozi. Dwa bunkry czekają tylko po lewej i prawej stronie greenu, jak to często bywa.
O ile dołek 9 był siedliskiem dudków, to na siedemnastym fairwayu często urzędują mewy. Potrafią dla zabawy zabrać piłkę i zrzucić gdzieś indziej. Patrzcie uważnie, czy akurat z wami nie zechcą się tak niecnie zabawić. Może być ciekawie!
-
Z tee widzimy w oddali charakterystyczne wieżyczki hotelu Hilton, ale nie zobaczymy greenu na razie. Podobnie jak na dołku 10 zagrywamy w ciemno na przełęcz. Uderzenie powinno być dalekie, by zyskać kilka cennych metrów na przełamaniu terenu. Jednak drugi strzał i tak będzie jeszcze dość długi i wymagający. Kilka bunkrów otacza położony w dole green. Zbyt długie uderzenie nie jest rekomendowane, bowiem zaraz za greenem piłka może stoczyć się ze skarpy aż pod sam murek, wyznaczający granicę pola. Green jest dość szeroki, ale relatywnie płytki. Skalkulowanie odległości jest tu kluczowe. Warto bezpiecznie celować na prawą stronę greenu, która ma nieco większą tolerancję co do dystansu. Uniknięcie bunkrów i zagranie PAR będzie bardzo miłym zwieńczeniem rundy.
Kończymy przy samym parkingu i domku klubowym. Lunch na tarasie wydaje się teraz obowiązkowym punktem programu.